Wednesday, October 29, 2008

5.30 pm

pokombinowali coś z zegarami i teraz, jak wychodzę z pracy jest zimno i ciemno, nic tylko się schować i pić herbatę z whisky. za to moje ulubione skrzyżowanie nabrało światła.

Monday, October 27, 2008

Saturday, October 25, 2008

wind

chwilowo bez obrazka, bo nie udało mi się adekwatnego wyprodukować. edynburg właśnie prezentuje wszystkie swoje możliwości. od kilku dni wieje potężny zachodni wiatr, przewraca wszystko i do tego jeszcze rzuca deszczem. siedzę schowana w domu, pomimo że sobota, i słucham, jak szumi w kominie, okna trzaskaja, choc zamknięte, co jakiś czas coś dużego spada na ulicę przed domem i robi ogromny hałas. trochę strach wyjść na zewnątrz, żeby nie zostać zaatakowanym. slucham piosenki "california dreamin' ", pojęcia nie mam skąd przyszła, zupełnie nie na miejscu.
powinnam przełączyć na jakieś szanty.

Thursday, October 23, 2008

hibernating

miałam rysunków tutaj nie zamieszczać, ale z braku innego niedźwiedzia dobry i taki nabazgrany na karteczce post-it, trzyminutowy, właśnie zapadający w sen zimowy. niedźwiedź i już.

Tuesday, October 21, 2008

snowy owl

już powoli zima, więc i edynburskie sowy zmieniają ubrania i kolory. ponadto rozpoczął się tegoroczny sen zimowy i mam wielką ochotę zamieścić tu jakiegoś niedźwiedzia. taki niedźwiedź wyraziłby wszystko, co aktualnie przychodzi mi do głowy.

Sunday, October 19, 2008

sklep zoologiczny

a to jest pamiątka z zupełnie innego sobotniego spaceru. tak mi się przypomniało a propos różnych zwierząt.

union canal



to zdjęcia z wczorajszego spaceru wzdłuż kanału. kanał zaczyna się kilkaset metrów od naszego domu i gdyby mieć więcej czasu można by nim dojść do glasgow. wczoraj doszliśmy nie tak znowu daleko, ale wystarczyło, żeby spotkać dużo przyjaznych stworzeń.

Tuesday, October 14, 2008

kwiat kapusty


a nasz niezwykly kwiat znalazl towarzysza!

halloween



na ulicy, ktora codziennie podazam do pracy sa juz oznaki zblizajacego sie listopada. pajaki i kruki zastapily muszle slimakowe, psy szczotkowe i koty, a moje ulubione manekiny w koncu zalozyly na siebie cos cieplejszego i teraz nie wygladam juz bardzo dziwnie w mojej czapce welniance i szaliku. gdy mijalam je w polowie sierpnia w tej samej czapce welniance wyczuwalo sie pewien dysonans.


Saturday, October 11, 2008

sworzenia przyjazne


kupiłam dziś pięknego kwiata! wygląda jak kapusta na patyku i jest bardzo dostojny. a to stworzenie pod kwiatem, to naleśnik w moim wykonaniu.

o rybach




wczoraj o 17.30, czyli wtedy właśnie, kiedy wszyscy wychodzą z biur przyszedł wielki deszcz i wielki wiatr. Deszcz spadał z nieba obficie, a wiatr wspaniale wykręcał parasole i pomagał deszczowi wpadac w najbardziej nieoczekiwane miejsca. Pracownicy biurowi chowali się w pubach, a najszczęśliwsze ze wszystkich były moje ryby, które po raz pierwszy wróciły do domu całkowicie mokre.

Friday, October 10, 2008

morning coffee



Jeden z moich ulubionych sposobow spedzania tego typu porankow. Small-cappuccino-one-shot-sit-in-please, wygodne miejsce przy oknie i szkicowanie tych , co spiesza sie do pracy i walcza z parasolami po przeciwnej stronie tego okna. Za chwile ja i moj parasol do nich dolaczymy...

Monday, October 06, 2008

scottish experience









udalo nam sie spedzic przyjazny weekend w fort william. obudzilismy sie sie w sobote rano by sie przekonac, ze przyszedl monsun, lub cos podobnego nie pozwalajacego na wyjscie w gory skoro swit. wyjsc udalo nam sie dopiero okolo poludnia, czyli za pozno zeby zdobyc najwyzszy szczyt w wielkiej brytanii, wystarczajaco wczesnie jednak, zeby dotrzec na wysokosc, z ktorej widoki nieziemskie, i po zdobyciu ktorej nie czuje sie wlasnych nog, plecow i paru rzeczy jeszcze. natomiast bardzo dobrze sie wie, ze trzeba sie napic herbaty z cytryna, miodem i szkockim pradem.
w niedziele byl raczej czilaut, plaskie spacery wzdluz crannog loch i kolejny ekstremalny scottich experience – obiad w postaci tradycyjnego szkockiego burgera zjedzony w rownie tradycyjnym pubie. potem powrot do domu pociagiem jadacym przez ogromne, niemozliwe do opisania slowami nic, czyli scottish highlands.

Thursday, October 02, 2008