Friday, December 19, 2008

beetroot



wczorajszy dzień był pod znakiem poszukiwania buraka. jak się okazuje to nie jest takie proste znaleźć buraki na barszcz wigilijny w stolicy szkocji. przed południem odwiedziłam około siedem różnych sklepów mniej lub bardziej specjalistycznych i jedyne co znalazłam, to już obrane i ugotowane buraki zamknięte w plastikowym opakowaniu, smętnie leżące na jednej półek w tesco. żal mi się ich zrobiło aż. po południu pojechałam autobusem do sklepu, w którym wszystko powinno by, bo to najfajniejszy sklep w mieście. niestety buraków nie było, ale był chórek dzieci w mikołajowych czapkach z mrugającymi czerwonymi gwiazdkami. dzieci spiewały piosenki świateczne tak zwane przy akompaniamecie syntezatora. przed dziecmi stał mały pluszowy niedzwiadek polarny i machał łapką.
buraczki, jak widać udało mi się kupić, zupełnie przypadkiem, w jednym z warzywniaków w stockbridge. teraz siedzą już w naczyniu specjalnym i próbują się kisić.

No comments: